To naprawdę niezłe kłamstwo, które przysparza mnie, a pewnie i wielu innym kobietom sporo cierpienia.  Bo gdyby był bardziej czuły, gdyby lubił rozmawiać, gdyby mnie bardziej doceniał, słowem –  robił to, czego oczekuję, wtedy, tak wtedy wreszcie mogłabym być szczęśliwa. Cóż, a skoro on nie współpracuje, jestem skazana na bycie nieszczęśliwą. To rodzaj współuzależnienia – gdy moje samopoczucie uzależniam od jego humoru, umiejętności, działań. Tłumaczę, namawiam, obwiniam, kontroluję, szantażuję, krytykuję, chwalę to, czego chciałabym od niego więcej – czyli manipuluję na wszystkie możliwe sposoby, a on wciąż jest jaki jest. Chyba już czas uwierzyć, że się nie zmieni. A moje szczęście zależy tylko ode mnie. O ile łatwiej było przerzucać tę odpowiedzialność  na niego. Jeśli przestanę wierzyć, że moje szczęście to jego sprawa (i obowiązek!), będę musiała coś zrobić ze swoim życiem. Na przykład zobaczyć jakie są moje najważniejsze potrzeby i co robię, żeby je zaspokoić. Oprócz już wspomnianej nieefektywnej pracy nad partnerem, żeby to on się tym zajął:-)

Robin Norwood w książce „Kobiety, które kochają za bardzo” pięknie to podsumowuje: „Prawdziwa akceptacja drugiego człowieka, zaprzestanie wszelkich prób, by go zmienić, stosując zachętę, manipulację bądź przymus, to bardzo wysoka forma miłości i, dla większości z nas, bardzo trudna. U podstaw wszystkich naszych dążeń do przeobrażenia drugiej osoby leży zasadniczo egoistyczny motyw: przeświadczenie, że dokonawszy transformacji w partnerze, staniemy się szczęśliwe. W pragnieniu szczęścia nie ma nic złego, lecz szukając źródeł tego szczęścia poza nami, w drugim człowieku, unikamy odpowiedzialności  za ulepszenie naszego życia. (…) Większość z nas potrafi zaznawać szczęścia i pełni życia w stopniu większym niż nam sie zdaje. Często jednak nie sięgamy po szczęście, gdyż wierzymy, że to czyjeś zachowanie nam nie pozwala. Ignorujemy obowiązek rozwijania i ulepszania samych siebie, bo uparcie próbujemy przeobrażać innych – knujemy, manewrujemy, manipulujemy, a gdy poniesiemy klęskę, ogarnia nas złość, zniechęcenie i depresja. Próby odmienienia drugiego człowieka zawsze powodują frustrację i przygnębienie, lecz jeśli właściwie wykorzystamy swoją moc i postaramy się ulepszyć własne życie, czeka nas radość.”

Myślę sobie coraz częściej,  że uzależnianie własnego szczęścia od zachowania innego człowieka, to strategia szalona, wręcz samobójcza-  pozbawia możliwości życia w pełni. To ciągłe czekanie aż partner pozwoli mi rozpocząć prawdziwe życie – kiedy tylko się zmieni – jest wielkim samooszukiwaniem siebie.

Podoba mi się koncepcja szkła powiększającego i lustra przedstawiona przez Susan Jeffers. Szkło powiększające to symbol obwiniania partnera za nasze poczucie bycia nieszczęśliwą, co przyczynia się do odczucia bezsilności i braku mocy. Susan proponuje by zamienić szkło powiększające na lustro – aby patrzeć wgłąb siebie i wziąć odpowiedzialność za nasze działania i reakcje na to co dzieje się w relacji. Przyglądam się zatem nie temu, co robi mój partner, ale co ja robię lub nie robię, co czyni mnie nieszczęśliwą. I nie chodzi o to, by teraz zacząć obwiniać siebie, ale by wreszcie coś zrobić. Podnosząc lustro, sięgasz po swoją siłę, mówi Susan.

Praktyka

Szkło powiększające:  On za mało opiekuje się naszym dzieckiem, przerzucając na mnie odpowiedzialność za nie

Lustro: On naprawdę ciężko pracuje, a prawie cały czas poza pracą poświęca na opiekę nad małą. Co mogę zrobić, żeby opieka nad nią była mniejszym obciążeniem dla mnie? Co możemy zrobić razem? Czy nie jest tak, że chcę się nią opiekować perfekcyjnie, może potrzeba mi w tym więcej luzu? Może z większą determinacją powinnam korzystać z czasu, kiedy małą opiekuje się niania lub partner? Trudno mi też odpuścić kontrolę nad większością spraw jej dotyczących – więc sama dźwigam ten ciężar. Może mój partner może jeden dzień w tygodniu wrócić wcześniej z pracy?

Praktyka

Odpowiedzialność za jakie swoje potrzeby przerzucam na partnera? Potrzebę docenienia. Potrzebę bezpieczeństwa. Potrzebę przygody, odczuwania namiętności, radości życia, kontaktu. Poczucia własnej wartości. Intymności i bliskości. Sporo tego jak na jednego mężczyznę.

Co mogę zrobić sama?

Praktyka

Przez tydzień będę żyła tak, jakbym nie mogła na nikim, a szczególnie na moim  partnerze polegać. Zobaczę jak to jest – wykorzystywać swoje talenty do załatwiania spraw, na których mi zależy i dbania o swoje potrzeby.

Praktyka

Ta afirmacja ma mi przypominać, że:

ABY BYĆ SZCZĘŚLIWĄ, POTRZEBUJĘ TYLKO SIEBIE.