Czerwona rapsodiaDzbanek z chłodną zieloną herbatą łagodnie dryfuje przez fale upału. Powietrze jest rozrzedzone, rozmywa kontury przedmiotów. Modelki w czerwonych i głęboko pomarańczowych bluzkach i sukienkach wachlują się przewodnikami. Czerwień wokoło drga jak puls serca. Na chwilę muszę odwrócić wzrok, czerwień splątana z upałem jest zbyt męcząca. Myślę nagle, że nawet moje ciało dopasowuje się do tej orgii, w rytm drobnych skurczów wypływają z mnie dzisiaj małe potoki krwi. Nie używam tamponów, kojarzą mi się z kneblem, chcę czuć i widzieć swoją krew, chociaż napawa mnie obrzydzeniem. Dobrze zapamiętałam dzień, w którym moje ciało plunęło nią po raz pierwszy. Tuż po moich 12 urodzinach, podczas sesji z Magdaleną, ojciec nagle spogląda na mnie z wyjątkowym niesmakiem. - Ubierz się natychmiast – rzuca – i idź do Maryli. Ona powie ci, co masz ze sobą zrobić. Nie rozumiem, ale kiedy wędruję za jego wzrokiem na podłogę, na której widać kilka czerwonych plam, upokorzenie boli jak policzek. Czuję, że przekroczyłam cienką linię, która wyznacza jakiś etap w moim życiu. Ojciec nagle zmienia zdanie, zaczyna przenosić reflektory tak, żeby dobrze mnie oświetlały – Stój tak, nie ruszaj się. – rzuca. Moje policzki płoną żywym ogniem, serce tłucze się w piersi jak oszalały nietoperz. Z oczu zaczynają płynąć łzy. Ojciec w zapamiętaniu robi mi zdjęcia, chcę uciec ale rozpędzona migawka jest jak karabin maszynowy, nie mogę poruszyć nawet palcem. Znikam. Kiedy wchodzę do domu, śmiertelnie zawstydzona, nie mówię nic Maryli. Zamykam się w łazience i próbuję wepchnąć do majtek zwitek papieru toaletowego. Niestety, nie na wiele się to zdaje. Bardzo szybko moje majtki zyskują nowe czerwone smugi. W końcu Maryla zaczyna dobijać się do drzwi łazienki i wiem, że przyszedł ojciec i wszystko jej powiedział. Moja ślina ma gorzki smak, nie mogę jej przełknąć i w końcu z kącików moich ust zaczyna wypływać jej wąski strumyk. Moje ciało drży, gdy Maryla krzyczy zza drzwi: - Otwórz, muszę ci coś powiedzieć! W końcu zwalniam zamek i wpada czerwona na twarzy. Kiedy wymierza mi siarczysty policzek, siadam na podłodze i zaczynam płakać. Wiem, że zrobiłam coś złego, ale nie do końca rozumiem, co się ze mną dzieje. - Teraz już będziesz to miała co miesiąc – rzuca z dziwną satysfakcją w głosie. – To kara za to, że jesteś kobietą. Czuję dziwną ulgę. A więc to tak będzie się odbywało. Moja pokuta. Maryla rzuca we mnie opakowaniem podpasek. - Masz, włóż jedną. Będziesz musiała je zmieniać co kilka godzin. No i musisz uważać od teraz z mężczyznami. Możesz już mieć dzieci – śmieje się gorzko. Godzinami modlę się do boga, żeby mnie oszczędził, żeby mnie wybawił od tej krwi, która jest tylko powodem hańby ( – Uważaj, jak chodzisz, tak żebyś nam nie przyniosła wstydu – instruuje mnie Maryla – Nikt nie powinien się domyślić, że właśnie masz okres.) W następnym miesiącu myślę, że Bóg wysłuchał moich modlitw – miesiączka jest skąpa, ledwie ślad na bieliźnie, tak jakby jej wcale nie było. Ale po 55 dniach z mojego ciała płynie znowu gruba czerwona strużka. Moje ciało wypowiada mi wojnę. |