Moje ciało

moje ciało jest maleńką kruszynką kosmosu.. zdaję sobie sprawę, że nie zwojuję nim wiele.. zawiodło mnie, nie jako kobietę, ale jako człowieka.. to normalne, że naszej fizyczności towarzyszy ból.. ból delikatny, jak skaleczenie palca, ból niewyobrażalny choroby, niestety dane było mi to przeżyć. i ból, który być może w przyszłości mnie czeka, ból straszny i słodki zarazem.. ból porodu..

a ja kruszynka kosmosu postrzegam moje ciało jako zbiór atomów, związków i nierozerwalną część mojej duszy.. tak, to ciało, jego stan, ma wpływ na moją psychikę, na mnie jako całość. jestem KOBIETĄ! i moje ciało płata mi figle.. co miesiąc znienacka przychodzi czas przebudowy i odnowy.. czas męki i przypomnienia o mojej kobiecości.. nie powiem, że jest mi z tym źle.. przyzwyczaiłam się.

no i moje ciało.. przecież te ciało dla kogoś będzie najpiekniejszą rzeczą na świecie.. ktoś będzie je dotykał, pieścił, głaskał i cieszył się jego obecnością przy sobie każdego ranka.. to ciało wyda z siebie kiedyś inne.. to najbardziej przeze mnie kochane, małe ciałko.. jestem boginią stworzenia.. nie sama, ale to ja będę nosić w sobie kolejny z cudów świata.. kolejną istotę..

maybe_