|
Kobiety o sobie i swoim życiu macierzyństwoBardzo bym chciała urodzić córkę i podskórnie bardzo się boję, że będę dla niej złą matką. Boję się, że córka mnie odrzuci i będzie wolała ojca, że utworzy się para tatuś-córeczka, z której ja będę wyłączona, że ojciec będzie bardziej kochany, wyjątkowy i od święta, a ja będę marudną, upierdliwą, zrzędzącą matką. Boję się, że ja ją odrzucę, boję się ukrytej rywalizacji z nią i swojej niechęci do niej, boję się, że mnie będzie ubywać, a jej przybywać, że ona będzie rozkwitała, ja więdła, że będzie miała coś, czego mi brak. Pisząc to i nazywając wszystkie te lęki po imieniu uświadamiam sobie właśnie, że to, czego się boję, jest dokładnie tym, co przeżyłam w swoim dzieciństwie! To porażające! Chyba gdzieś głęboko ciągle czuję się winna, że odrzuciłam swoją matkę i związałam się z ojcem. A teraz boję się, że role się odwrócą i zemści się to na mnie w osobie mojej córki! I nie dość tego: moje pragnienie urodzenia córki też nie jest czyste: nieświadomie pragnę kobiety, która będzie mnie kochać jako kobietę! Nie chodzi tu o ukryty lesbianizm, lecz o niedokończoną relację z matką. Chyba gdzieś mam nadzieję, że córka może uleczyć moją własną zranioną kobiecość! Rozmawiałam o tym niedawno z pewną Mądrą Kobietą. I dzięki niej szczęście zobaczyłam drogę, która może mnie wyprowadzić z tego zaklętego kręgu rodzinnych skryptów. Chcę to pamiętać i nigdy nie zapomnieć: Dziecko jest jak lustro: jak nie będę lubić siebie, to swoją niechęć przeleję na nie. Jeśli będę dobra dla siebie, to naturalnie będę też dobra dla swojej córeczki. Dziecko będę traktować tak, jak traktuję siebie. Znam już kierunek. Czas ruszać w drogę...
Ines |