AAA Wydrukuj  Poleć stronę
19.09.2017

Rzuciła etatową pracę, aby robić to, co kocha - pisać. Doktor literaturoznowstwa, twórczyni kursów pisarskich. Dzisiaj najczęściej mówi o sobie - pisarka. I już nie bolą jej komentarze w stylu "nadal piszesz te swoje wierszyki?". Jak to jest mieć raj na kredyt, odważyć się żyć swoim marzeniem i utrzymywać się z niego, opowiada pisarka Krystyna Bezubik.

Ewa Tyralik: Krzysiu, czy trudno mówić o sobie wprost "jestem pisarką"? Jakie są reakcje innych? Co było wcześniej?

Krystyna Bezubik: Teraz już łatwo. Z przyjemnością przyznaję się do tego, że jestem pisarką. Kilka lat temu nie było to takie łatwe. Bardziej czułam się literaturoznawczynią czy też autorką kursów pisarskich. Z każdym napisanym tekstem, z każdą wydaną książką coraz bardziej stawałam się pisarką. W tej chwili w pierwszej kolejności mówię, że jestem pisarką, a dopiero potem dodaję, że prowadzę kursy pisania.

W środowisku, w którym się obracam, sformułowanie „jestem pisarką” wywołuje pewien podziw, szacunek, czasami zdumienie czy lekką zazdrość. Szczególnie potęguje się to, gdy mogę pokazać swoją książkę.

E.T.: Pisarz kojarzy się z osobą, która nie zarabia, żyje sztuką. Tymczasem Ty zbudowałaś dobrze prosperujący biznes pisarski.

K.B.: Wiesz, zawsze czułam pewien bunt, gdy słyszałam, że pisarz ma być biedny, że z pisania książek nie da się wyżyć (i to jest normalne i chwalebne), że pieniądze przeszkadzają pisaniu. Dlatego kilka lat temu zorganizowałam cykl webinarów: „Pisz i zarabiaj?”. Przypomnę czytelnikom, że Ty, Ewo, również wzięłaś w nim udział.
E.T.: Pamiętam. Wtedy się poznałyśmy! Już wtedy zachwyciło mnie Twoje podejście do zarabiania na pisaniu.


K.B.: Udało mi się zbudować biznes pisarski. Czasami słyszałam ironiczne pytania: „Nadal piszesz te swoje wierszyki?”; ale i tak wiedziałam, do czego chcę dojść. Zaczęłam od zarabiania na kursach pisarskich. W ten sposób przygotowałam swoją bazę, aby z czasem przejść do zarabiania na pisaniu książek. A przynajmniej taki mam cel.

Wierzę, że można być dobrze prosperującą pisarką, byle zająć się tym we właściwy sposób.

E.T.: "Raj na kredyt" wydałaś sama. Czy to była trudna decyzja? Jakie są jej plusy, jakie minusy?

K.B.: Nie, nie była to trudna decyzja, jednak nie była to też decyzja pierwsza. Początkowo chciałam wydać książkę tradycyjnie. Nawet zaczęłam rozsyłać propozycję wydawniczą. Jednak myśl o tym, ile będę czekać na odpowiedź, plus moje dotychczasowe doświadczenia współpracy z wydawnictwami, sprawiło, że uznałam, że dla mnie self-publishing będzie lepszą opcją.

Wady zawsze jakieś są. Na początek to fakt, że pokrywam wydanie książki z własnej kieszeni. Po drugie na pewno fakt, że ponoszę o wiele większą odpowiedzialność za kształt książki. Mam więcej obowiązków związanych chociażby z promocją książki, jej sprzedażą. Jednak moje dotychczasowe doświadczenia pokazywały, że i tak w dużej mierze promocja może spoczywać na mnie, nawet jeśli wydam książkę tradycyjnie.

Część z tych minusów pokonałam dzięki przedsprzedaży (zebranie pieniędzy na wydanie) i współpracy ze Studiem Wydawniczym Suit 77 (dopracowanie edytorskie książki, pomoc w dystrybucji).

Plusy – książka wygląda naprawdę tak jak chciałam, żeby wyglądała. Jestem pewna, że przy tradycyjnym wydaniu, nie byłoby szansy, aby osiągnąć właśnie taki efekt końcowy. Dla mnie to jest akurat największa zaleta samo-wydawania. To, że naprawdę mam wpływ na to, jak książka wygląda: od okładki na składzie kończąc. Również mogę mówić o plusie finansowym – wydając sama na każdym egzemplarzu zarabiam więcej, niż gdybym wydała książkę tradycyjnie.

E.T.: Co według Ciebie napędza Cię do tego, by żyć swoją pasją, rozwijać się w tym kierunku?

K.B.: Dwie rzeczy. Przede wszystkim poczucie, że robię to, co jest dla mnie ważne. Mam wolność, której nie miałam, gdy pracowałam na etacie. Czuję sens tego, co robię.

Od samego początku bardzo motywowały mnie spotkania z ludźmi. To, gdy widziałam, że się rozwijają, że dają szansę sobie i swoim pisarskim marzeniom. Część z nich beze mnie nigdy nie zaczęłaby pisać. Teraz doszedł dodatkowy składnik: widok książek moich kursantów. A jest ich coraz więcej.

E.T.: Jakie jest Twoje największe zaskoczenie, związane z książką?

K.B.: Najbardziej mnie zaskoczyło to, na jak wiele sposobów można tę książkę przeczytać. Nie spodziewałam się, że jest ona aż tak uniwersalna. A teraz, gdy czytam recenzje, widzę jak różnie ludzi odbierają „Raj na kredyt”. Dla niektórych czytelników jest to opowieść o odnajdywaniu siebie, książka psychologiczna. Inni widzą w niej przesłanie, żeby podążać za swoimi marzeniami i się nie poddawać. Jeszcze inni dostrzegają kontekst metafizyczny czy wręcz mistyczny.

Teoretycznie wiem, na czym to polega. Potrafię wyjaśnić taką wielorakość odczytań przez konkretną teorię literaturoznawczą. A jednak, gdy doświadczam tego na własnej pisarskiej skórze, czuję zdumienie, a równocześnie dumę, że napisałam książkę, w której ludzi odnajdują coś dla nich ważnego i indywidualnego.

E.T.: Z serca Ci jej gratuluję! Pochłonęłam „Raj na kredyt” w jeden wieczór i dość często wraca do mnie, gdy myślę o moich marzeniach i ich cenie.

Ewa Tyralik

Ewa Tyralik

Trenerka komunikacji, autorka książki "Ewka, co cię ugryzło, jak się zrozumieć i porozumieć". Bloguje na stronie ewatyralik.com

AdSense

Zadane pytania

  1. Na razie brak pytań

Zadaj pytanie

*
*
(nie będzie opublikowany)
*

Przesyłając zapytanie na "endorfinę" musisz zaakceptować prawo do cytowania Twoich słów i nazwiska na stronie internetowej. Nieodpowiednie i bez znaczenia pytania będą usuwane przez Administratorów. Twój e-mail jest używany jedynie do celów weryfikacji, nigdy nie zostanie udostępniony publicznie.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. OK
Czym są pliki cookies?
Facebook