AAA Wydrukuj  Poleć stronę
21.04.2016

Jak pokochać siebie?

Ile już w swoim życiu oddałaś już za to, aby być kochana? Ilu potrzeb nie wyraziłaś, ilu myśli nie wypowiedziałaś i ilu uczuć nie poczułaś, bo byłaś zajęta sprawdzaniem, jak czują się inni? Na ile stresu i cierpienia naraziłaś już siebie, słuchając wewnętrznego głosu, który kazał ci jeszcze bardziej się starać i być jeszcze lepszą wersją siebie, zanim zasłużysz na miłości? Jak wiele byłaś w stanie zaoferować, aby  ktoś chciał być z tobą i dostrzegł twoją wartość?

Czy jesteś już gotowa przestać?

I dostrzec wreszcie, że nic, co dasz, nie zmienia faktu, ze teraz jesteś i zawsze będziesz warta bezwarunkowej miłości.
Że nic, co zrobisz lub czego nie zrobisz, nie wpływa na fakt, ze możesz i powinnaś być kochana za samo to, że jesteś.
Że twoja wartość jest fundamentalna i niekwestionowana, niezależna od tego, czy odnosisz sukces zawodowy, czy masz związek i dzieci, ani od tego, kto cię kocha, ile ważysz i jak wyglądasz.
Teraz może myślisz, ale ona mrzonki opowiada z krainy dziecięcej ułudy. Bo miłość bezwarunkowa istnieje przecież tylko miedzy dziećmi, a rodzicami.  A relację osób dorosłych definiuje wzajemność i właśnie to, że jednak są warunki – polegające między innymi na świadomym wyborze partnera, który spełnia nasze oczekiwania oraz odpowiada na potrzeby, które mu komunikujemy.

Tak, to też jest prawda. Ale czy możesz szczerze stwierdzić, że w głębi duszy, w głębi serca, nie chcesz być kochana dokładnie taka, jaka jesteś? I że każda warunkowość związana z tym, że będziesz kochana za coś, tak naprawdę stawia cię od razu na straconej pozycji? Bo według jednych standardów możesz być kochana, a według innych już nie. A ty przecież jesteś jedną i tą samą osobą, integralną i pełną w swoim właśnie takim, a nie innym kształcie i charakterze.
Jak więc pokochać siebie, a najlepiej bez zastrzeżeń i w standardzie „all inclusive”? Skąd wziąć ten tak bardzo upragniony i deficytowy towar, jakim jest bezwarunkowa miłość?

Ja prawie cale życie (no prawie) z tym pytaniem się meczę, albo mówiąc bardziej górnolotnie, zgłębiam je. A zgłębiam je z przymusu, bo męczy mnie uporczywy wewnętrzny krytyk, który nie pozostawia suchej nitki na mnie, i powoduje ogromny stres w każdej sytuacji, kiedy jestem wystawiona na  jakiekolwiek wyzwanie świata zewnętrznego czy ocenę.
Ale skoro to czytasz, to możliwe, że ten problem jest ci znany. I możliwe, że twój równie okrutny głos wewnętrzny także ciebie doprowadza na szczyty frustracji. Kiedy z jednej strony robisz swoje, realizujesz siebie, odważnie kroczysz naprzód i stajesz na straży własnego spełnienia i zdrowych relacji, a z drugiej strony płacisz za to tak wysoką cenę - ciągłego wysłuchiwania, że kim ty niby jesteś i kto by niby chciałby z tobą, i w ogóle to siedź cicho, bo takie rzeczy to mogą tamci.  
Jeśli masz ten problem to posłuchaj: a co, gdyby się okazało, że ten głos pełen krytyki wcale nie należy do ciebie? Ani nawet nie należy do Twojej osobistej historii? Być może kiedy go sobie wyobrazisz, przybierze oblicze twojego rodzica, partnera, nauczycielki czy jakiejkolwiek innej znanej ci osoby, ale tak naprawdę jest on tylko i wyłącznie mechanizmem, wrośniętym tak silnie w kolektywną świadomość, że udziela się każdemu. Oraz zajętym tylko tym, żeby nic nie zagrażało twojemu przeżyciu, nawet za cenę twojego spełnienia. Ten głos, to ewolucyjny przeżytek, jeszcze z czasów kiedy ludzie walczyli o przynależność i przetrwanie, a nie mieli luksus samorealizacji.

A gdyby się okazało, że twój naturalny głos, głos twojego prawdziwego ja, jest kochający, uprzejmy, współczujący oraz zawsze życzliwy? I że ten głos cały czas jest wewnątrz, a jedyne, co trzeba zrobić, to dać mu przestrzeń? I że jest to możliwe, jeśli poświęcisz temu trochę czasu i uwagi na co dzień?

Jak stworzyć przestrzeń dla bezwarunkowej miłości?

Po pierwsze, bardzo pomocne jest właśnie uświadomienie sobie, ze wewnętrzny krytyk nie jest niczym, co jest z definicji tobie wrodzone, ani w żaden sposób definiujące normalny stan istoty ludzkiej. To jest taki sobie, przykładowo, kołtun, który się przyczepił, jako chwilowy pasażer. Zatem coś, co się przyczepiło można odczepić, a ta świadomość, to już pierwszy krok naprzód.

Po drugie, trzeba stanąć w prawdzie na temat tego, kim naprawdę jesteś. Na najgłębszym poziomie, nie jesteś przecież głosem swojego wewnętrznego krytyka, jesteś czymś dużo więcej.  Czymś dużo więcej niż sam krytyk,  jak również czymś dużo więcej niż jego przeciwieństwo, czyli pozytywny wewnętrzny monolog.  I to coś dużo więcej w tobie wie doskonale,  jak niezaprzeczalna jest twoja wartość i że jedyne słowa które należy do ciebie kierować powinny być pełne miłości, życzliwości i łagodności.  Wiec wyobraź sobie swojego krytyka jako coś na zewnątrz ciebie, najlepiej jakąś postać, i za każdym razem, kiedy się budzi, skieruj do niego bardzo prosty komunikat, płynący nie z potrzeby dyskusji albo sprzeciwu, ale spokojnej świadomości, co tobie służy, a co rani: „Dziękuję ci za twoje intencje, ale to nie jest OK, aby mówić do mnie w ten sposób. To nie jest w porządku, żeby zwracać się do mnie słowami innymi niż kochające i delikatne”.

Za proste, aby było prawdziwe?

To spróbuj i przekonaj się, jak to od razu zmienia układ sił, pomiędzy żywą i prawdziwą tobą, a zdezaktualizowaną matrycą, która w swoim przekonaniu wciąż ma misję przetrwania...
Kolejnym krokiem na drodze miłości własnej jest uporanie się z innym kolektywnym schematem, który więzi współczesne kobiety – czyli nawykowego zaniedbywania siebie.  Jeszcze do niedawna wartość kobiety w świecie była bardzo warunkowa i powiązana albo z umiejętnością otaczania opieką innych, albo lub z pięknym wyglądem… Dlatego jako kobiety jesteśmy kulturowo odcięte od swoich swoich potrzeb i  osiągamy mistrzostwo w kierowaniu uwagi wszędzie, tylko nie na siebie.
Wiec zastanów się jakie są TWOJE potrzeby? W każdej dziedzinie. Czego potrzebuje twoje ciało? Jakiej diety, jakich warunków pracy, jakiego czasu na odpoczynek? Czego potrzebujesz emocjonalnie? Od męża, przyjaciół, rodziny? Czego potrzebujesz, aby nakarmić też swoją duszę? Jakich rozmów, jakiego środowiska, jakich zajęć? Czego potrzebujesz w swoim życiu duchowym? Ile lubisz ciszy, ile rozrywki?

A kiedy zrobisz tę inwentaryzację potrzeb, to pozostaje tylko wzięcie za nie całkowitej odpowiedzialności. Jak mówi Claire Zammit, założycielka programu rozwojowego dla kobiet Feminine Power, jesteśmy odpowiedzialne nie tylko za swoje podstawowe potrzeby, które sprawią, że życie będzie w miarę OK. Naszą osobistą odpowiedzialnością i największym wyrazem miłości do siebie jest stanięcie na straży własnego spełnienia i realizacji tych wszystkich potrzeb, które prowadzą do tego, że rozkwitniemy. Więc to ty i tylko ty jesteś swoim rycerzem na białym koniu i tą wyczekiwaną osobą, która wreszcie odpowie na wszystkie niewyrażone uczucia i niezaspokojone pragnienia…. Bo bez względu na to, jak bardzo się napracujesz dla innych, nikt i nigdy nie pokocha cię bardziej niż ty sama.

Zaproszenie

Jeśli ten artykuł cię zainteresował, to przyłącz się do KOBIECEGO KRĘGU ONLINE gdzie będziemy nie tylko odczepiać kołtuna i brać odpowiedzialność za swoje potrzeby, ale również robić wiele innych rzeczy, pomocnych w tworzeniu szczęśliwego życia.

Agata Kuflewicz

Agata Kuflewicz

Coach, założycielka Academy of Feminity, portalu rozwoju dla kobiet www.academyfeminity.com

AdSense

Zadane pytania

  1. Na razie brak pytań

Zadaj pytanie

*
*
(nie będzie opublikowany)
*

Przesyłając zapytanie na "endorfinę" musisz zaakceptować prawo do cytowania Twoich słów i nazwiska na stronie internetowej. Nieodpowiednie i bez znaczenia pytania będą usuwane przez Administratorów. Twój e-mail jest używany jedynie do celów weryfikacji, nigdy nie zostanie udostępniony publicznie.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. OK
Czym są pliki cookies?
Facebook