AAA Wydrukuj  Poleć stronę
26.09.2017

Siostry! Niezwykły film o liderkach z Afganistanu

Na portalu Polakpotrafi trwa zbiórka, dzięki które zostanie ukończony film o losach Afgańskich liderek. Zohra, Gaisu i Parastu, mimo oporu większości swojego społeczeństwa, działają, aby zmienić los przyszłego pokolenia kobiet w swoim kraju. Monika Sobańska ze Stowarzyszenia Aktywne Kobiety opowiedziała mi o kulisach powstania projektu i o tym, czego możemy uczyć się od kobiet z Afganistanu.

Katarzyna Zielina: Co sprawiło, że to akurat w Afganistanie zrealizowałyście treningi liderskie dla kobiet? Dlaczego ten kraj, to miejsce?
 
Monika Sobańska: Po 15 latach pracy na rzecz polskich liderek zdecydowałyśmy się pomóc naszym afgańskim siostrom, bo Afganistan jest chyba najgorszym miejscem do życia dla kobiet na całym świecie. 90% kobiet w pada ofiarą przemocy fizycznej, psychicznej i ekonomicznej. Często są ofiarami gwałtów. 70% Afganek jest zmuszana do małżeństwa, wiele z nich będąc jeszcze dzieckiem, w wieku 10 lat. Około 3000 kobiet rocznie chce popełnić samobójstwo, są to głównie nastolatki zmuszane do małżeństw, które tracą własną wolność przez te okrutne transakcje. Samopodpalenia kobiet są na porządku dziennym. W ten sposób dziewczyny uwalniają się z więzienia patriarchatu.  
Kobiety spychane są w dół hierarchii społecznej. Ogranicza się im dostęp do edukacji, podejmowania decyzji, środków finansowych. W konserwatywnych środowiskach kobiety nie mają wpływu na nic: swój wygląd, wykształcenie, męża czy przyszłość. Talibowie odebrali im większość praw, którymi cieszyły się wcześniej, dlatego należy wzmacniać tam liderki społeczne, które zmieniają ten niesprawiedliwy porządek.

K.Z.: Afganistan jest znany z tego, że deprecjonuje rolę i prawa kobiet. W jaki sposób więc udało się Wam przekonać kobiety, aby wzięły udział w Waszych warsztatach i zgodziły się na udział w filmie? Czy to nie narażało ich na dodatkowe niebezpieczeństwo? Czy ich mężowie/bracia musieli wyrazić zgodę na ich udział?

M.S.: Jak w każdym kraju, w Afganistanie też są odważne kobiety, które chcą działać i działają. Tam też pracują organizacje społeczne i pozarządowe.  Jest ich coraz mniej ze względu na konflikt i niebezpieczeństwo. Na miejscu miałyśmy zaufanych partnerów, dzięki którym udało się zrekrutować dużą grupę kobiet, chcących wzmacniać swoje liderskie kompetencje i osobistą moc, kobiet pochodzących z różnych plemion /Hazarki, Tadżyczki, Pasztunki/.  Ale wiele z nich nie wzięło udziału w projekcie, bo ojciec lub brat nie wyrazili zgody. Takie są tam realia, które trzeba właśnie zmieniać.  Bohaterki filmu poznałyśmy dzięki treningowi, jedna z nich - Zohra - była uczestniczką, jej siostra Gaisu prowadziła część treningu ze strony afgańskiej. Trzecią siostrę - Parastu poznałyśmy dzięki nim właśnie. Ich historia osobistej walki o wolność wydała się nam szczególna.

K.Z.: Jakie są Afgańskie kobiety, gdy nikt nie patrzy? Czego my możemy się od nich uczyć?


M.S.: W Afganistanie poznałyśmy, jak żyje się w kulturze kolektywistycznej, gdzie siłę czerpie się z szerszej wspólnoty. Afgańskie kobiety są bardzo gościnne, ciepłe. Odniosłam warzenie, że żyją mocno w polu serca. Życie w Afganistanie jest jak życie na innej planecie, w porównaniu z Europą, gdzie dziś ludzie często żyją w samotności. Na miejscu zobaczyłyśmy, co znaczy być kobietą w tym kraju. I o tym opowiada nasz film SIOSTRY.  Afganki, mimo trwającej 40 lat wojny, bardzo słabego zaufania społecznego i wielu problemów, mają bardzo dużo siły i ciepła. I własne strategie oporu.

K.Z.: Co było najtrudniejszym doświadczeniem w Waszym projekcie?

M.S.: Najtrudniejszym aspektem projektu było bezpieczeństwo. Jeździliśmy zbrojonym, opancerzonym wozem, nie można było chodzić po ulicy, ani zostać w ogóle dostrzeżonym. To najtrudniejsza akcja, jakiej podjęłam się w życiu, dlatego miesiącami przygotowywałyśmy się do wyjazdu, współpracując z afganologami i ekspertami. Sporo osób chciało nas też zniechęcić, strasząc, że możemy stamtąd nie wrócić. Wiedziałam, że podstawą jest zarządzanie bezpieczeństwem, sprawdzone informacje i zaufani ludzie na miejscu. Bez tego ani rusz. Pracując na miejscu, byłyśmy bardzo uważne i dostałyśmy wiele wsparcia. Ale musiałyśmy się też zmierzyć z ciężkimi kryzysowymi sytuacjami. Praca w tak silnym polu traumy jest sporym wyzwaniem. To czuje się tam każdą komórką ciała.

K.Z.: A co zabierasz ze sobą, jako najcenniejszy i najbardziej poruszający moment?

M.Z.: Bardzo płakałam, gdy usłyszałam historię życia jednego z działaczy praw kobiet Humayuna Sarabi, który pomagał w koordynacji projektu na miejscu. Przez pracę na rzecz kobiet był prześladowany i więziony przez Talibów, który wydali na niego wyrok śmierci. Przez miesiąc maltretowali go i zmuszali do przyznania się. To prawdziwy cud, że uszedł z życiem. Mimo tragicznej przeszłości jest dalej pogodnym, bardzo zaangażowanym człowiekiem o wielkim sercu i wierzy w swoją misję. I takich ludzi spotykałyśmy tam sporo. Naprawdę, siła, którą mają Afgańczycy jest niesamowita.

K.Z.: Mnie osobiście bardzo poruszyła scena na górze, kiedy każda z kobiet na głos mówiła o swoich marzeniach, celach, tym, co chce robić dalej dla siebie i dla innych kobiet. Pomyślałam, że to może dzięki Waszym warsztatom udało się obudzić w nich taką moc i wolę walki o swoje prawa i marzenia. Jak tego dokonałyście?

M.S.: W Afganistanie zdecydowałam się sięgnąć także po metody holistyczne, angażujące wszystkie aspekty człowieka. Zabrałam liderki na Wędrówkę Bohaterek w surowe góry otaczające Kabul. Dla większości z nich był to pierwszy raz, gdyż zwyczajowo kobiety w Afganistanie nie uprawiają sportu. Niektóre z nich nie miały nawet sportowych butów, szły na koturnach i w hidżabie. Wyruszyłyśmy na trekking empowermentowy. Jako trenerka wiem, że trwała zmiana zachodzi poza strefą komfortu, gdy przekraczamy własne granice. Dlatego pokładałam w tym dniu wielkie nadzieje. Młode Afganki pracowały z intencją. Na początku wybrały, czego potrzebują, by stać się jeszcze lepszą liderką dla swojej wspólnoty. Zaufanie, akceptacja, siła, spełnienie, decyzyjność, wiara w siebie, niezależność, wsparcie, odpoczynek… Wszystkie wiedziały, czego im trzeba i po co chcą zdobyć swój „szczyt”. Po drodze budziłyśmy w sobie możliwości, jakie dają metafory płynące z natury i żywiołów – brałyśmy od wiatru /inspiracja/, ptaków /wolność/, rozległego horyzontu i przestrzeni /nieograniczone możliwości/. Gdy doszłyśmy na szczyt, kobiety wykrzyczały afirmacje zgodne z własną intencją trekkingu. „Jestem Dunya, jestem pewną siebie i niezależną kobietą. Teraz zdobyłam siłę, by przekazać ją innym kobietom” – Tak, teraz masz siłę! - wtórował jej cały kobiecy kolektyw. Miałam wrażenie, że grupa 23-kobiet wspierających się liderek poruszyła niebo i ziemię. To był bardzo wzruszający moment. Czułyśmy, że dzieje się coś ważnego...

Wejście na szczyt, pokonanie własnych słabości, wyjście poza strefę komfortu. W ten sposób buduje się osobistą moc, potrzebną wszystkim liderkom. Metody eco-coachingu, czerpanie z żywiołów i kręgu wspierającego jednostkę w rozwoju i misji, znane są z kultur rdzenno-plemiennych i z wielką chęcią po nie sięgam. Przynoszą świetne efekty, co sprawdziłam w ostatnich latach wędrując z Polkami po szczytach Afryki Północnej. Dla wielu z nich był to moment zwrotny w życiu, prawdziwy przełom i kick-off.
Ostatni etap wędrówki bohaterek to wcielenie w życie skarbów, które dziewczyny zdobyły po drodze oraz na szczycie. To czas, by moc przekazać w działaniach, projektach, dla dobra swojej wspólnoty. Wtedy nadajemy sens własnemu rozwojowi, gdy można się nim dzielić z innymi. Trekking empowermentowy działa jak turbo-dopalacz i wzmacnia nasz cały potencjał, a połączenie z siłami natury potęguje efekt po stokroć.
Tego dnia góra, którą zdobyłyśmy zatrzęsła się od kobiecej mocy na skutek transformacji, jaka najprawdopodobniej się tam odbyła.

K.Z.: Jakie są najbliższe i dalsze plany, związane z filmem?

M.S.: Do wtorku 26 września trwa jeszcze zbiórka, dzięki której teraz rozpoczniemy prace nad festiwalową dystrybucją filmu na całym świecie. Chcemy pokazać film na festiwalach dokumentów w Polsce, Ankarze, Nowym Jorku, Armenii, Berlinie. Rozpoczęłyśmy też rozmowy z Discovery Channel, bo mamy w dalszych planach też dystrybucję telewizyjną. Do 26 września można otrzymać film na DVD lub linka, by obejrzeć go prywatnie.

K.Z.: Czy planujecie projekty w innych regionach świata?


M.S.: Planuję dalszą pracę w Afganistanie, bo jest jeszcze wiele do zrobienia. Ale otrzymuję maile z prośbą o pomoc z całego świata, na przykład z Indii. Jesteśmy otwarte na nowe projekty z kobietami, które potrzebują wzmocnienia w walce o swoje prawa.  

K.Z.: Tego więc Ci życzę - nowych projektów. Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za zbiórkę!

[AKTUALIZACJA] Dzięki Waszemu zaangażowaniu kilka godzin przed zakończeniem udało się zebrać wszystkie środki :-) Do zbiórki możesz jeszcze dołączyć tu: https://polakpotrafi.pl/projekt/siostry

Katarzyna Zielina

Katarzyna Zielina

Trenerka, koordynatorka projektów, menadżerka Festiwalu PROGRESSteron w Krakowie. Lubi pisać o projektach i akcjach, które zmieniają świat ;-)

AdSense

Zadane pytania

  1. Na razie brak pytań

Zadaj pytanie

*
*
(nie będzie opublikowany)
*

Przesyłając zapytanie na "endorfinę" musisz zaakceptować prawo do cytowania Twoich słów i nazwiska na stronie internetowej. Nieodpowiednie i bez znaczenia pytania będą usuwane przez Administratorów. Twój e-mail jest używany jedynie do celów weryfikacji, nigdy nie zostanie udostępniony publicznie.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. OK
Czym są pliki cookies?
Facebook