AAA Wydrukuj  Poleć stronę
29.02.2016

Producentka pasji

Na blogu Martyna pisze o swoim życiu i pracy za kołem podbiegunowym w Norwegii. O niebezpiecznej przygodzie na Cyprze. O warunkach życia Polaków mieszkających w Holandii. Pojawiają się tam również wyjątkowe momenty z jej życia jak m.in. zrealizowanie największego marzenia czy trudne, rodzinne doświadczenia. 19 lutego ruszyła jej akcja crowdfundingowa na znanym portalu PolakPotrafi.pl. Martyna zbiera pieniądze na wydanie swojej pierwszej książki. Powstanie ona na podstawie bloga, którego tworzy z miłości do pisania. Posłuchajcie jej historii.

Katarzyna Zielina: Co motywuje Panią do pisania?
 
Martyna Flemming: Początkowo do pisania motywowały mnie trzy rzeczy: nuda, lenistwo i ciekawość.
Nuda - spędzając w podróżach wiele godzin często dla "zabicia czasu" zapisywałam swoje przemyślenia. Opisywałam przygody, ciekawe historyjki z dnia codziennego. Nie chcę niczego przeoczyć. Do tej pory świetnie się bawię, gdy czytam stare zapiski sprzed wielu lat, odkrywam na nowo zakurzone historie.
Lenistwo - znudzona ciągłym opowiadaniem tych samych historii nowo poznanym przeze mnie ludziom, traciłam cierpliwość. Bo ile razy można tłumaczyć to samo? Bloga założyłam między innymi po to, by ustrzec się przed znienawidzeniem swojego życia. Historie opowiadane za często i zbyt mechanicznie zaczęły tracić na emocjach i kolorach.
Ciekawość - lubię obserwować ludzkie zachowanie. Kiedy coś napiszę i trafi to do odbiorcy mojego tekstu, jestem ciekawa reakcji. Lubię widzieć, że ktoś pod wpływem moich słów zmienia myślenie, nastawienie do świata. I to motywuje mnie do dalszego pisania.
 
K.Z.:Czy pisanie przynosi ulgę? Wspomina Pani o trudnych i bardzo osobistych momentach swojego życia. Najbardziej mnie porusza śmierć Pani dziecka. Nie wyobrażam sobie takiego doświadczenia... Gdzie odnalazła Pani siłę?
 
M.F.: Pisanie samo w sobie nie przynosi ulgi. Przynosi ją to, że na moment moje myśli "lecą w innym kierunku". Powiem więcej, po ciężkich momentach w moim życiu trudno skupić myśli. Ciężko normalnie egzystować, zająć się codziennymi sprawami, a co dopiero pisać bloga. Ja mam od dawna w swojej głowie pewien przycisk. Bez tego przycisku ciężko byłoby żyć, walczyć z przeciwnościami losu. Kiedy zmarła moja córka (urodziła się z jednym płucem i chorym sercem po prawej stronie) świat zatrzymał się. Po kilku dniach odkryłam, że to nie on, to ja zatrzymałam się w świecie. Siłę znalazłam w tym moim przycisku. Po jego wciśnięciu jest tylko ciało. Ja jako ja nie istnieję. Przeczekuję. Czekam na lepszy moment, na lepszy dzień. Póki co przycisk wciśnięty jest do połowy. Wróciłam do świata na 50 procent.
 
K.Z.: Czym jest dla Pani podróżowanie?

 
M.F.: Ucieczką. Zawsze gdy mam problem, podróżuję. Mam wiele problemów, zatem wiele jeżdżę po świecie. Jest też testem. Sprawdzam, na ile jeszcze siebie nie znam. Stawiam się w trudnych sytuacjach. Wszystko po to, by móc się przetestować. W domu, w sytuacjach dobrze mi znanych nie ma szans na ekscytację nowym. Podróżowanie to nowe, a ja kocham nowe doświadczenia.
 
K.Z.: Jaki był najbardziej nietypowy zawód, spośród tych 35, które Pani wykonywała?
 
M.F.: Trudno zdecydować się na jeden. Coś, co dla mnie było nietypowe, dla kogoś innego może być normalne. Wydaje mi się, że praca w laboratorium za kołem podbiegunowym (w Norwegii). Pomagałam przy hodowli żywego planktonu, tzw. rotiferów. Nudne, nierozwijające zajęcie. Jednego dnia poproszono mnie, by w innym pomieszczeniu niż zazwyczaj przebywałam, nakarmić małe ryby. Miały około 1,5 cm. Przygotowaną przez pracowników kiełbasą karmiłam te 1,5 cm ryby w basenie. Do tej pory jadły plankton. Nauczenie ich jeść stały pokarm było nie lada wyzwaniem. Nie miały kompletnie na niego ochoty.
 
K.Z.: Skąd taka nazwa bloga: Producentka pasji?
 
M.F.: W grudniu 2013 roku zdecydowałam, że założę bloga. Wymyślenie nazwy zabrało mi mnóstwo czasu. Nic mi się nie podobało. Wiedziałam, że chcę go pisać z pasją i o moich pasjach. Trzeba było tylko to wyprodukować. Stąd nazwa.
 
K.Z.: Jakie są Pani dalsze rozwojowe plany?
 
M.F.: Tak jak wspomniałam wyżej, mój życiowy wyciszacz (przycisk) w głowie jest wciśnięty do połowy. To oznacza, że nastąpił czas życia z dnia na dzień. Mojej córki nie ma ze mną dopiero 3 miesiące. Na wiele rzeczy nie jestem jeszcze gotowa. Chcę skupić się na wydaniu książki. Dlatego wysłałam swój projekt na PolakPotrafi.pl i zbieram fundusze na książkę. W planach mam wyjazd do Indonezji. Chcę przejechać ten kraj na rowerze. Ale nie wszystko na raz. Najpierw książka.
 

Zaproszenie

Możesz wesprzeć akcję wydania książki Martyny tu: Polakpotrafi.pl

Zapraszamy też do czytania bloga Producentka pasji

Katarzyna Zielina

Katarzyna Zielina

Trenerka, koordynatorka projektów, menadżerka Festiwalu PROGRESSteron w Krakowie. Lubi pisać o projektach i akcjach, które zmieniają świat ;-)

AdSense

Zadane pytania

  1. Na razie brak pytań

Zadaj pytanie

*
*
(nie będzie opublikowany)
*

Przesyłając zapytanie na "endorfinę" musisz zaakceptować prawo do cytowania Twoich słów i nazwiska na stronie internetowej. Nieodpowiednie i bez znaczenia pytania będą usuwane przez Administratorów. Twój e-mail jest używany jedynie do celów weryfikacji, nigdy nie zostanie udostępniony publicznie.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. OK
Czym są pliki cookies?
Facebook