AAA Wydrukuj  Poleć stronę
11.09.2017

Piękno płynące z natury

"Fascynuje nas prawdziwe piękno. Prawdziwe. Nie to prezentowane w reklamach i na okładkach magazynów. Głębia w człowieku to piękno, jego szacunek do siebie i innych, mądrość i spokój bijące z oczu, zmarszczki jako znak dobrze przeżytych dni to także piękno, i skóra, która lśni, która promienieje radością, bo odpowiednio się o nią dba..." Z Martą Perugą, młodą mamą w okolicach trzydziestki, współtwórczynią marki unikatowych kosmetyków naturalnych Natuhandmade rozmawia Ewa Tyralik.

Na zdjęciu Marta i Gabrysia, twórczynie Natuhandmade.pl

Ewa Tyralik: Marto, Twoje maleńkie dziecko i drugie dziecko - firma urodziły się niemal w tym samym czasie. Jak Ci z tym?

Marta Peruga: Cudownie mi z tym, czuję się bardzo twórcza i odważna, w wirze Rzeki Życia.

E.T.: Jak dajesz radę to połączyć? Jak wygląda dzień młodej mamy i prężnej biznesmenki? Z czym się mierzysz?

M.P.: Daję radę to połączyć dzięki temu, że pracuję z moją cudowną Gabrysią, która teraz wykonuje większość zasadniczej pracy, ja biorę udział w pewnym etapie wyrobu mydeł oraz zajmuję się bardziej "biurową" stroną naszych działań, bo to mogę robić z Antoszkiem śpiącym u mnie przy piersi. Udaje mi się to również dlatego, że pozwoliłam sobie samej na ułatwienia i pomoc, czyli np. mam wspaniałą panią Iwonkę, która dwa razy w miesiącu sprząta nasz dom. To niby niewielka sprawa, ale ja mocno odczuwam, że dzięki niej mam więcej czasu i sił, żeby koncentrować swoją energię na rozwoju Natu. Również wsparcie mojego męża jest nieodzowne przy takiej wielofunkcyjności. 

Każdy mój dzień jest... inny :) Są pewne stałe punkty, rytuały, ale to przede wszystkim płynięcie z prądem: miałam pracować, a Basia chora, no to teraz czegoś nie zrobię, wykonam później. Moja codzienność to przeplatanie, wplatanie, dopasowywanie, akceptowanie, organizowanie, odpuszczanie i poznawanie swoich granic, swoich punktów zapalnych, bo gdy zmęczenie duże, dzieci nie współpracują, to szczególnie łatwo odkryć, co mam w sobie do utulenia, o co potrzebuję zadbać. Z tym się mierzę. Z pomocą przychodzą nasze kosmetyki, bo gdy dzieci usypiają na noc i mam pewność 10-15 minut dla siebie, to robię sobie peeling i żegnam te elementy siebie, których już nie chcę. - fizyczne i mentalne. Później myję się mydełkiem kwiatowym, jakbym ofiarowywała sobie pachnący bukiet i dziękuję sobie, że dałam radę kolejny zwariowany dzień przeżyć w większym procencie świadomie.

E.T.: Obserwując social media widzę zachwyt nad Waszymi produktami i myślę, że zaczęłyście z dużym sukcesem. Spodziewałaś się tego, taki był plan, czy wchodziłyście na rynek z ciekawością na temat tego, co się wydarzy?

M.P.: Faktycznie spływa do nas ogromna ilość wsparcia, pozytywnego odbioru. Kobiety (chociaż już dołączają tu też mężczyźni) piszą nam o swoich cudownych odczuciach i genialnym działaniu naszych wyrobów. To cieszy, to wzmacnia. Wydaje mi się, że zastosowałyśmy tu bardzo kobiece podejście: taki miałyśmy plan, tak miało być, ale zostawiłyśmy też rezerwę na inną ścieżkę, żeby uporem i zbyt dużym ciśnieniem nie zblokować rozkwitu Natu.

E.T.: Macie plan rozwoju?

M.P.: Mamy jego zarys, bo po drodze dochodzą kolejne pomocne elementy, z których korzystamy. W świecie, w którym wszystkiego jest za dużo, jest natłok, postanowiłyśmy postawić na minimalizm, na nieprzytłoczenie odbiorców, dlatego mamy tylko 6 produktów. Mamy już pomysł na kolejne cudeńka, ale nie chcemy się spieszyć z wprowadzaniem ich - nie bierzemy udziału w żadnym wyścigu - chcemy nawiązywać relacje z naszymi klientkami i dawać im to, co najlepsze. 

E.T.: Który Wasz produkt lubisz najbardziej?

M.P.: To jest najtrudniejsze pytanie! Jeśli jednak muszę wytypować, to chyba krem Królowa Pszczół jest dla mnie najważniejszy - zapewnia mi uczucie największego komfortu. Moja buzia nawet po nocnych pobudkach wygląda na promienną i radosną. Dodatkowo używanie go pozwala mi na chwilę wyhamować myśli, ukierunkować je na sobie, na wdzięczności dla siebie, że tak daję radę albo daniu sobie wsparcia i współczucia, kiedy nie daję rady. Pszczoły nauczyły mnie, że każdy jest potrzebny, że najmniejsza praca jest taka istotna. Chciałabym przekazać to innym kobietom, bo wydaje mi się, że każda z nas ma niedobory poczucia ważności, bycia potrzebną i cenioną. Chcę, żeby każda z nas poczuła się Królową Pszczół w swoim ulu!

Ewa Tyralik

Ewa Tyralik

Trenerka komunikacji, autorka książki "Ewka, co cię ugryzło, jak się zrozumieć i porozumieć". Bloguje na stronie ewatyralik.com

AdSense

Zadane pytania

  1. Na razie brak pytań

Zadaj pytanie

*
*
(nie będzie opublikowany)
*

Przesyłając zapytanie na "endorfinę" musisz zaakceptować prawo do cytowania Twoich słów i nazwiska na stronie internetowej. Nieodpowiednie i bez znaczenia pytania będą usuwane przez Administratorów. Twój e-mail jest używany jedynie do celów weryfikacji, nigdy nie zostanie udostępniony publicznie.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. OK
Czym są pliki cookies?
Facebook