AAA Wydrukuj  Poleć stronę
22.06.2014

Jak odnieść sukces pisarski

O lekkości tworzenia, jak odnieść sukces pisarski i kontakcie ze swoją twórczą częścią, a także o tym, czy pisanie może zmienić świat na lepszy, z Tanyą Valko, autorką „Okruchów raju”, pierwszej części azjatyckiej sagi, rozmawia Ewa Tyralik.

Ewa Tyralik: Dlaczego umieściła Pani akcję swojej powieści w Indonezji?

Tanya Valko: Przeniosłam się do Azji po 20 latach mieszkania w krajach arabskich w tym w Libii i Arabii Saudyjskiej. Zafascynowała mnie.

Ewa Tyralik: Zakochała się w niej Pani na wakacje? Do pracy? Na życie?

Tanya Valko: Azja jest dobra na wszystko.

Ewa Tyralik: Czyli spełniło się Pani marzenie?

Tanya Valko: W zasadzie nie marzyłam o Azji. W 2001 roku pojechaliśmy  rodziną  na Sri Lankę i wcale nie byłam zachwycona; wszystko mnie denerwowało, na przykład, że 170 km jedziemy przez pół dnia, wokół brud, bieda – to może człowieka zniechęcić. Ale z drugiej strony doświadczyłam niezwykłej życzliwości, uśmiechu, pokory wobec ludzi i losu, które mnie urzekły. Gdybym tak uśmiechała się do nieznajomych ludzi na przykład w centrum handlowym w Arabii Saudyjskiej, pewnie zostałabym zatrzymana przez  policję obyczajowo-religijną jako rozpustnica . A w Azji jest tak, że mijane osoby się uśmiechają, a ja  odwzajemniam się tym samym – jest to bardzo relaksujące i oczyszczające i taka terapia każdemu bardzo by się przydała! Oczywiście, pod tym uśmiechem kryją się różne uczucia, w tym strapienie i smutek, ale radość  jest na twarzy. Opisałam w „Okruchach raju”, jak stara Indonezyjka uczy kobietę, której życie się zawaliło, jak przywdziewać maskę wesołości i po co. Myślę, że nam by się też czasem przydała taka umiejętność.

Ewa Tyralik: Jak to jest być pisarką z sukcesem? Ma Pani na koncie pół miliona czytelniczek. Zakładała Pani, że osiągnie taki sukces?

Tanya Valko: Od zawsze pisałam, bo widać takie jest moje powołanie, najpierw poezję, potem opowiadania, reportaże, zresztą moja córka poszła w moje ślady i znów szuflady są pełne kartek, jak wtedy, gdy ja byłam młoda i nikomu nieznana.

Ewa Tyralik: Pisała Pani do szuflady?

Tanya Valko: Tak, oczywiście! Myślę, że dzieje się tak z każdym pisarzem, bo po prostu nie może przestać pisać, obojętne wydają go czy nie. Na przykład na podsumowanie mojego pobytu w Libii napisałam „Arabską żonę” w ogóle nie myśląc o tym, że może stać się bestsellerem. Miałam ogromny bagaż doświadczeń i pełną głowę historii i chciałam się nimi podzielić z moimi rodaczkami, żeby nie powtarzały błędów, o których piszę. Nagle książka okazała się wielkim sukcesem. Może dlatego, że świat staje się coraz mniejszy, że ciekawią nas inne kultury, dalekie kraje, które oglądamy w telewizji czy on-line.? Jednak nie poznamy ich duszy i klimatu na odległość, przez Internet i suche relacje prasowe czy historyczne opracowania. A takiej książki jak moja nie napisze człowiek, który jedzie  na orientalne wakacje nawet na dwa tygodnie, bo on styka się z powłoczką, tym, co jest do pokazania, a to, co jest za zamkniętymi drzwiami, jest dla niego niedostępne. Więc o prawdziwym życiu może opowiedzieć ten, kto mieszka na co dzień w danym miejscu, zwłaszcza jeśli jest odległe kulturowo od nas, Europejczyków.

Ewa Tyralik: Czyli pierwsza Pani rada dla tych, którzy chcą pisać książki i odnieść sukces, brzmi: „Pisz o tym, czego doświadczyłeś/aś? Poznaj to dogłębnie”?

Tanya Valko: Tak. Na przykład pisząc „Okruchy raju”, musiałam zapoznać się z całkiem nowymi religiami. Jestem arabistką, islam znam od podszewki, ale w Indonezji, największym kraju muzułmańskim na świecie, byłam w szoku, bowiem tutaj tę niejednokrotnie ortodoksyjną i bardzo restrykcyjną religię przenikają różnorodne wpływy. To nie jest taki stricte islam jak w Arabii Saudyjskiej, ale z elementami, których nie dało się wykorzenić, na przykład animizmem czy odwiecznymi wierzeniami np. w duchy. Dla mnie pisanie tej książki to były nie tylko kontakty z Indonezyjczykami, ale poważne studia nad kulturą i religią.

Ewa Tyralik: Musi Pani dużo czytać!

Tanya Valko: Albo piszę, albo czytam. Nie można pisać, jeśli się nie czyta, bo tak szkolimy nasz warsztat. Dla mnie treningiem jest czytanie wszystkiego, co mi w rękę wpadnie, ale najchętniej oczywiście powieści. Na szczęście jest coraz więcej  wartościowych książek, w tym tych opartych na faktach.

Ewa Tyralik: Czym dla Pani jest talent?

Tanya Valko: Z tym się człowiek rodzi. Jak byłam mała, mówili mi: Taniusiu, nie kłam, nie wymyślaj, a teraz mogę wymyślać, ile się da, i jeszcze mi za to płacą. Od dziecka cierpiałam na bezsenność, ale taką specyficzną Leżałam w łóżku i wymyślałam historie. Potrafiłam śmiać się z nich, ale częściej płakałam, bo uwielbiałam tragiczne opowieści. Mama się niepokoiła moim stanem, bo myślała, że jestem chora., Ja zaś nigdy jej nie wołałam, nie przeszkadzałam wieczorami czy w nocy, bo by mi tylko przeszkadzała w wymyślaniu dalszego ciągu.

Ewa Tyralik: Czy w Pani głowie rodzi się gotowa historia, czy sama Pani nie wie, co się będzie działo dalej?

Tanya Valko: Zawsze sobie wszystko układam, plan czyli spis treści, wstęp, rozwinięcie i zakończenie i dlatego lubię uprawiać monotonne sporty, na przykład pływanie, podczas którego mogę się skoncentrować na wymyślaniu treści książki. Mąż czasem niepokoi się, że się utopiłam, bo godzinę nie wychodzę z wody. A potem z niej wyskakuję, wycieram się, siadam i piszę.  Nie wyobrażam sobie, że siadam przed komputerem i dopiero wtedy  zastanawiam się, co by tu teraz napisać. Bywa że jak już zacznę tworzyć, to nie mogę się zatrzymać i niejednokrotnie świt zastaje mnie nad klawiaturą.

Ewa Tyralik: Ma pani zatem niesamowicie bujną wyobraźnię, czyż nie tak? Co się dzieje w Pani głowie?

Tanya Valko: Moja wyobraźnia wręcz szaleje, cały czas mam nowe pomysły, nowe scenariusze. Kończę pisać powieść i od razu zaczynam przygotowywać streszczenie następnej części. Historie układają się od razu. Plan wypracowania, jak mówiła polonistka, to mój spis treści. Moje streszczenia mają po 20–30 stron. Oczywiście, nie trzymam się ich kurczowo i potrafię pójść zupełnie inną drogą, nowym tokiem myślowym. Na przykład w „Okruchach raju” nie miało być Tajlandii, ale nagle się „urodziła”, jako dobra trasa dla Marysi.

Ewa Tyralik: Czyli modyfikuje się, ale obraz całości ma Pani od początku.

Tanya Valko: Zawsze najpierw piszę początek i koniec. Jako twórca muszę wiedzieć do czego zmierzam, nie mogę pisać bez celu. Czasami coś dojdzie w międzyczasie, ale wiem, gdzie jest moja meta.

Ewa Tyralik: A więc nie tylko sama droga, ale i cel jest ważny?

Tanya Valko: Oczywiście! Każdy przecież do czegoś dąży, do czegoś w życiu zmierza, a nie snuje się tylko bez sensu. Historie, które opisuję, żyją we mnie, mam ciągle w głowie obrazy, które kiedyś widziałam, które zrobiły na mnie wrażenie i… nagle pojawiają się jako gotowy pomysł na książkę.

Ewa Tyralik: Kiedy Pani pisze, ma Pani przed oczami czytelnika, czy historię?

Tanya Valko: Piszę z nadzieją, że ktoś moją książkę przeczyta, ale nigdy pod czytelnika, pod publiczkę. Poza tym jak miałabym widzieć czytelnika? Sama Pani mówiła, że ma on już teraz z paręset twarzy. Zatem mam w głowie historię, którą chcę opowiedzieć i to z wszystkimi szczegółami. Człowiek, który pisze, powinien mieć o czym, bardzo nie lubię przelewania z pustego w próżne. Musi być konkret.

Ewa Tyralik: Chyba dlatego takie jest Pani podejście, że zaczynała Pani jako dziennikarka.

Tanya Valko: Racja. Nie chcę pisać o niczym, bo pragnę, żeby czytelnik się czegoś z mojej książki dowiedział, i dlatego muszę się dobrze przygotować, czasem są to prawdziwe studia. Moje książki to beletrystyka, ale są oparte na faktycznych wydarzeniach,, to niejednokrotnie prawda historyczna umieszczona w kokonie literackiej fikcji.

Ewa Tyralik: Myślę, że to też jest jeden z powodów, za który czytelniczki Panią cenią. Nie muszą tego wszystkiego przeczytać, a dzięki Pani wiedzą.

Tanya Valko: Takie głosy spotykam na spotkaniach autorskich. Często ktoś mówi: „Pani nam pokazuje świat. Ja w życiu tam nie pojadę, to nie na moją kieszeń”. A jeśli nawet, to przecież nikt nie będzie czytał historii Arabów, jadąc na wczasy do Egiptu czy Tunezji, a dzięki mnie ma już krótkie i zwięzłe przeszkolenie, chociażby jak się zachować, a także ostrzeżenie, co może, szczególnie kobietę, spotkać w kraju muzułmańskim.

Ewa Tyralik: Czyli za Pani pisaniem stoi także prawda i wysiłek, który Pani wkłada, żebym mogła zaufać tej historii.

Tanya Valko: Czytelnicy bardzo biorą sobie do serca moje opowieści i wierzą moim słowom. Tak było na przykład z „Arabską żoną”, która w dodatku została napisana w pierwszej osobie. Ludzie sądzili, że mam męża Araba, że swoje przeszłam. Nie pomogło nawet, że na mojej stronie www.tanyavalko.pl oświadczyłam, że mam męża nie-Araba, a arabistę, bo wtedy mówiono, że widocznie mój pierwszy mąż to Arab, albo… miałam kochanka Araba, bo za dobrze ich znam.

Ewa Tyralik: Cieszy Panią sukces?

Tanya Valko: No pewnie, ale myślę, że gdybym sobie zaplanowała: muszę napisać powieść, musi to być bestseller, nie byłoby tego wszystkiego. Im bardziej człowiek czegoś chce, stresuje się, tym gorzej to wychodzi.

Ewa Tyralik: Czyli czekać bez napinki?

Tanya Valko: Oczywiście na sukces trzeba zapracować, ale musi się mieć też trochę szczęścia. Musi się być w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, ot co!. Moja pierwsza książka o roboczym tytule „Z pamiętnika dietoholiczki” została przez przypadek przeczytana przez panią redaktor, która ciągle się odchudzała. Dlatego otworzyła przesłany do niej mój plik i zaprosiła mnie na rozmowę. A ile ja książek wcześniej rozesłałam, dzwoniłam do wydawnictw i słyszałam: Zamawialiśmy? Nie? To do widzenia. Często nie było miło. Ale jak wyrzucają drzwiami, wchodziłam oknem. Jednak postanowiłam znaleźć agenta. W latach dziewięćdziesiątych to nie było łatwe, ale udało się. Zostawiłam mu rękopis, aby znalazł wydawcę, i wróciłam do Libii. Wracam po roku i pytam: „Co z moją książką?”. „Ano leży”. Dopiero sama ją sprzedałam. Któregoś dnia poszłam do znajomego wykładowcy na UW, zgadaliśmy się, i on powiedział, że wydaje podręcznik w fajnym wydawnictwie i żebym z nim poszła, to może się zainteresuj. I tak też się stało.

Ewa Tyralik: Jeśli ta pasja w Pani żyje i żyje Pani pasją, pojawia się okazja?

Tanya Valko: Trzeba trzymać rękę na pulsie, nie zrażać się, ale żyć bez presji.

Ewa Tyralik: Czyli także – nie siedzieć w kącie.

Tanya Valko: Nie zawsze da się mur głową rozwalić, ale też nie warto pod nim stać. Zawsze jednak można poszukać jakiejś szczeliny.

Ewa Tyralik: Jeśli zatem gdzieś pojawia się możliwość wpływu, działać?

Tanya Valko: Tak, wierzę w działanie i aktywność.

Ewa Tyralik: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ewa Tyralik

Ewa Tyralik

Trenerka komunikacji, autorka książki "Ewka, co cię ugryzło, jak się zrozumieć i porozumieć". Bloguje na stronie ewatyralik.com

AdSense

Zadane pytania

  1. Czytałam Arabską żonę i jest super!
    Danuta z dnia 2014-06-24 09:09

Zadaj pytanie

*
*
(nie będzie opublikowany)
*

Przesyłając zapytanie na "endorfinę" musisz zaakceptować prawo do cytowania Twoich słów i nazwiska na stronie internetowej. Nieodpowiednie i bez znaczenia pytania będą usuwane przez Administratorów. Twój e-mail jest używany jedynie do celów weryfikacji, nigdy nie zostanie udostępniony publicznie.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. OK
Czym są pliki cookies?
Facebook