AAA Wydrukuj  Poleć stronę
13.04.2017

Czy znasz Mamalaba?

Nie chodzi o to, aby zmuszać się do wyglądania "ładnie" podczas porodu. Chodzi o to, by te z nas, które czują się pewniej ubrane, a nie w piżamie, miały wybór. Bo czasem rzeczywiście jest tak, że to, co mamy na sobie, ośmiela innych do traktowania nas protekcjonalnie. Zapraszamy do lektury rozmowy z Moniką Korybut i Anetą, twórczyniami marki Mamalaba.

Ewa Tyralik: Kiedy pomyślałam o moich porodach, zrobiło mi się trochę żal, że jeszcze nie było Waszych sukienek - pomysł pięknej sukni na ten ważny dzień jakoś do mnie trafił. Moja uwaga skupiona już wtedy była na śpioszkach, wyprawce, kocyku. To było super fajne i jednocześnie fajnie by było siebie potraktować w taki szczególny sposób. Któraś z Was rodziła dziecko w takiej pięknej sukni? Jakie to miało znaczenie?

Monika: Dla mnie miało ogromne. Do porodu kupiłam sobie nie koszulę nocną, ale sukienkę. Luźną, fajną, z kieszeniami, małym rękawkiem, z miłej bawełny. Skończyło się na cesarskim cięciu, do którego dostałam paskudne zielone giezło. Brrr! Do dziś wzdrygam się na samą myśl o nim. Ale wtedy byłam tak zestresowana i przerażona, że nie miałam nawet siły, by przeciwstawić się położnej, wydającej dyrektywy głosem nie znoszącym sprzeciwu.

Aneta: A ja mojego pierwszego syna rodziłam 15 lat temu. To były inne czasy, nikt nie myślał o tym, by uczynić ten moment świętem kobiecości i w jakiś szczególny sposób go zaakcentować. Nie chodzi przecież o to, by się stroić, ale by nawet w tak trudnej chwili pozostać po prostu człowiekiem i ,,rodzić po ludzku", że zacytuję słynne hasło.

E.T.: Jak cię widzą, tak cię piszą. Nie lubię tego przysłowia, bo za jego pomocą łatwo nas, kobiety, wpędzić w poczucie nieadekwatności i pościg za jakimś wykreowanym ideałem. Na początku miałam przez moment spinkę, że nawet w tak ważnym dniu muszę się starać ładnie wyglądać. Ale nie mogę nie przyznać, że mój strój ma znaczenie - i jednak wpływa na to, jak jestem postrzegana i traktowana. Czy macie sygnały od Mam, jaki efekt wywołały sukienki na otoczeniu?

Aneta: Tak, zbieramy feedback. Spotykamy się z klientkami na targach w całej Polsce, kobiety piszą do nas, czasami wysyłają zdjęcia jak karmią maluszki w naszych sukienkach (wszystkie modele są tak zaprojektowane, by łatwo było przystawić dziecko do piersi), raz nawet dostałyśmy zdjęcia z profesjonalnej sesji świeżo upieczonej mamy z dwutygodniowym noworodkiem. Były przepiękne, a nasza klientka - śliczna i zadbana dziewczyna, z zawodu kosmetolog, jak się okazało - mogłaby być chodzącą reklamą naszej marki. Wszystkie nasze koleżanki rodzą w sukienkach Mamalaba. Dostają je w prezencie na babyshower. Najczęściej mówią, że położne, lekarki i duole są zachwycone i pomysłem na takie sukienki, i ich konstrukcją, przystosowaną do różnych wizji porodu. Podoba im się, że łatwo podać znieczulenie bez rozbierania się, bo plecy są odkryte, łatwo podpiąć KTG, położyć dziecko na łonie tuż po porodzie, zapewniając mu kontakt ,,skóra do skóry" mocno promowany teraz w szpitalach, łatwo przystawić dziecko do piersi. Ostatnio my, Polki, wyszłyśmy na ulice w obronie naszych praw. W Mamalaba też na swój sposób protestujemy. Ale nasz protest nie jest czarny. Jest kolorowy i pastelowy tak, jak nasze sukienki.

Monika: Nie chodzi o to, by gonić, za wykreowanym ideałem, jak mówisz. Czasami kobiety rodzą nago, bo ból jest tak wielki, że drażni je nawet dotyk materiału. Chodzi o to, by w tej sytuacji zachować swą tożsamość, podmiotowość, czuć się pewnie. Sukienka jest tu pewnym symbolem, wyraża naszą wolność wyboru! Celowo nazywamy nasze sukienki sukienkami, a nie koszulami - w domyśle: nocnymi. Trudno egzekwować swoje prawa będąc w piżamie, prawda? A przecież ciężarna lądując w szpitalu nie jest tak do końca pacjentką - osobą chorą. Przeciwnie, musi być zdrowa i to za dwoje! Dlatego myślimy, że nasze sukienki są sukienkami mocy! Kobiety mówią też, że spersonalizowanie sukienek za pomocą nadruków, np.: ,,Witaj na świecie, Synku!/Córeczko!/Kruszyno!" sprawia, że w tym obcym szpitalnym otoczeniu czują, że mają coś swojego, mocno osobistego. Inaczej też traktuje je personel medyczny, nadruki bywają pretekstem do pogaduszek i od razu atmosfera wokół rodzącej staje się bardziej przyjazna. Nie wszystkie kobiety mają przecież ,,swoją" położną, doulę czy lekarza. A wszystkie chcą czuć się komfortowo. Chwalą też pomysł na szlafrok z szerokimi połami zachodzącymi na ciążowy brzuszek. Poród trwa zazwyczaj długie godziny i taki ,,opatulacz" pomaga zachować intymność w szpitalnym, pełnym obcych osób, otoczeniu.

E.T.: Prócz misji, w każdym biznesie ważny jest aspekt finansowy - jak budowałyście firmę?

Monika: Małymi krokami. Rok zajęło nam opracowanie projektów, wszystkich szczegółów, dobranie zgranej ekipy. Obie jesteśmy perfekcjonistkami, dlatego ważne było dla nas wszystko: kształt, wielkość, kolor czcionki na nadrukach, logotyp w stylu monogramu, każda meteczka, lamóweczka, jakość tkaniny i wykonania. Nawet nazwa marki była istotna. Mama - wiadomo, a laba to nie tylko relaks i czas dla siebie, Laba to również słowiańska bogini spokoju i odpoczynku. Nasze sukienki noszą imiona bogiń i silnych kobiet. W końcu to sukienki mocy! A jeśli chodzi o aspekt finansowy, to cały czas jesteśmy w fazie inwestowania w markę, bo ciągle coś ulepszamy, dopracowujemy. To nie ma końca, bo nasz perfekcjonizm to już chyba jakaś choroba (śmiech).

Aneta: Jesteśmy dumne z efektu. I z tego, że wszystko robimy w Polsce. Myślę, że teraz jest dobry moment na produkty Made in Poland. Polki są coraz bardziej świadome modowo, wymagające i chyba już zmęczone sieciówkową bylejakością. Dlatego szukają niszowych marek, które robią coś z sercem i na niemal indywidualne zamówienie. Sukienki mają one size, ale dopasowujemy je do sylwetki klientki, jeśli zachodzi taka potrzeba. Są dziewczyny, które nawet w zaawansowanej ciąży są drobne. Skracamy też sukienki dla niskich kobiet, a wydłużamy dla wysokich, bo ważne jest, by długość była do kolan. Chodzi o to, by sukienka nie plątała się podczas porodu, ale i o to, by służyła później w szpitalu i w domu i by kobiety pochylając się nad dzidziusiem miały komfort, że nie wystawiają całych nóg i pupy na widok publiczny.

A wracając do aspektu finansowego, to od początku kierowałyśmy się pewną misją i tego się trzymamy. Ceny naszych sukienek nie są zbyt wysokie, jak na produkt w całości wykonany w Polsce, zgodnie z zasadami slow fashion i fair trade. Marzymy o tym, by każda dziewczyna przygotowująca się do porodu mogła sobie pozwolić na naszą sukienkę. Dlatego celowo nie windujemy ceny. Nawet przesyłka jest wliczona w koszt sukienki. W paczce umieszczamy też list do przyszłej mamy. Pragniemy, by czuła, że nie jest w tym trudnym, pełnym niepokoju czasie, sama, że jesteśmy z nią i razem z sukienką przesyłamy jej ,,dobre myśli". 

E.T.: Czego potrzebujecie, by Wasze plany firmowe się spełniły?

Aneta: Przede wszystkim pragniemy dotrzeć do jak największej ilości kobiet, zakomunikować im: ,,Hej dziewczyny, jesteśmy, istniejemy i mamy dla Was coś fajnego". Coś, co jest przytulne, kobiece i po prostu potrzebne. Wiemy, że to wspaniały produkt, który się sprawdza i świetnie służy. Chcemy trochę ,,odczarować" siermięgę polskiej porodówki, zmieniać świadomość Polek, sprawić, by w ferworze przygotowań do powitania na świecie swego maleństwa, nie zapomniały też o sobie. Przecież my, kobiety, na wszystkie ważne w życiu wydarzenia: studniówkę, pierwszą randkę, ślub, szykujemy sobie ekstra kieckę. Więc należy zadać sobie pytanie: ,,czy naprawdę chcę przywitać na świecie swoje dziecko w starej koszuli nocnej teściowej lub w spranym podkoszulku faceta?" My nie sprzedajemy kawałka bawełny, lecz przyszłe wspomnienia kobiet!

Monika: Czego potrzebujemy? Kobiecej energii, która niesie nas od początku. Przy okazji tworzenia marki poznałyśmy wspaniałe babki: krojcze, krawcowe, panie od metek, lamówek. Zawsze, gdy słyszały, co będziemy robić, mówiły: ,,jaki świetny pomysł, szkoda, że w naszych czasach tego nie było". Te słowa są jak wiatr wiejący w nasze skrzydła. Złote skrzydła!

Zobacz Mamalaba w internecie

https://www.facebook.com/mamalabapl/

 

 

Ewa Tyralik

Ewa Tyralik

Trenerka komunikacji, autorka książki "Ewka, co cię ugryzło, jak się zrozumieć i porozumieć". Bloguje na stronie ewatyralik.com

AdSense

Zadane pytania

  1. Na razie brak pytań

Zadaj pytanie

*
*
(nie będzie opublikowany)
*

Przesyłając zapytanie na "endorfinę" musisz zaakceptować prawo do cytowania Twoich słów i nazwiska na stronie internetowej. Nieodpowiednie i bez znaczenia pytania będą usuwane przez Administratorów. Twój e-mail jest używany jedynie do celów weryfikacji, nigdy nie zostanie udostępniony publicznie.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. OK
Czym są pliki cookies?
Facebook